REKLAMA


Internet, Telewizja, Telefon






Osoby online: 21



foto

Po kilku miesiącach przerwy na ligowe boiska wracają piłkarze klasy okręgowej, a wśród nich zawodnicy Pomorzanki Sejny. O dyspozycji piłkarzy, ruchach transferowych oraz planach na rundę rewanżową rozmawiamy z trenerem Pomorzanki Sejny, Wojciechem Milewskim

 

Łukasz Jasionowski: Jak ocenia Pan przygotowanie Pomorzanki do rundy rewanżowej?

Wojciech Milewski: Na ocenę przygotowań trochę za wcześnie, ponieważ jeszcze trwają. Zaczęliśmy je w  drugiej połowie stycznia. Trenujemy trzy razy w tygodniu w godzinach popołudniowych. Frekwencja, muszę przyznać bardzo mnie satysfakcjonuje, ponieważ jest wysoka. Widać duże zaangażowanie i wolę solidnej pracy. Chciałem, żebyśmy zagrali kilka sparingów, ale nie udało się.


Ł.J: Kto odszedł, a kto nowy pojawił się w zespole?

W.M: Do Vęgorii Węgorzewo odszedł nasz podstawowy bramkarz Damian Suszczewicz. Będzie to osłabienie zespołu, ale nie załamujemy rąk, choć wiem, że tak doświadczonego bramkarza nie tak łatwo uda nam się zastąpić. Na dzień dzisiejszy mam dwóch bramkarzy: Konrada Jagłowskiego i Damiana Czeplika. Obaj młodzi, ambitni, głodni gry. Mankamentem na pewno jest ich małe doświadczenie, ale kiedyś trzeba zacząć je zdobywać. Przy doświadczonych obrońcach będzie im łatwiej ale od ich postawy w głównej mierze będzie zależeć to, co się wydarzy w bramce. Mam sygnał, że do gry chce wrócić Ariel Pachutko, nasz były zawodnik, który rozegrał wiele spotkań na szczeblu IV ligi. Tak więc sytuacja po odejściu „Dodka” nie kształtuje się aż w tak czarnych kolorach, jak niektórzy spodziewali by się. Boisko to zweryfikuje. Nowe twarze w Pomorzance to wychowankowie, juniorzy Patryk Miszkiel i Kuba Kowalewski, a także byli piłkarze, którzy w przeszłości reprezentowali nasz klub na różnych szczeblach: bracia Kamil i Marcin Palewicz. Nie do końca na razie jest rozwiązana sprawa gry naszego byłego wychowanka, piłkarza Jagiellonii Amadeusza Milewskiego. Bardzo pragniemy, aby grał w naszej drużynie, zresztą ona sam także. Jednak w jego przypadku sprawy proceduralne związane ze zmianą barw klubowych są trudne. Jestem jednak dobrej myśli.


Ł.J: Mamy wśród piłkarzy lidera zespołu?

W.M Na dzień dzisiejszy nie ma wśród piłkarzy takiego zawodnika, o którym można byłoby powiedzieć, że jest liderem w pełnym tego słowa znaczeniu, że w trudnych momentach meczu jest w stanie przejąć inicjatywę, kolokwialnie mówiąc „pociągnąć” grę, a także ma to „coś” zarówno na boisku jak i poza nim. Kiedyś takim graczem był Krzysiek Gliński. Może i u nas wkrótce pojawi się zawodnik o podobnych cechach charakteru. Głęboko wierzę, że tak będzie.


Ł.J: Największy problem z jakim się pan boryka, jeśli chodzi o zespół?

W.M: Nie będę tutaj odkrywczy, jeśli powiem, że finanse i jeszcze raz finanse. Skromny budżet utrudnia wiele i nie ma sensu opisywać, co dałoby nam więcej kasy. Jeśli ktoś z czytających chciałby finansowo wspomóc klub, to serdecznie zapraszam. Poza tym z czysto sportowego punktu widzenia największym problemem w mijającej rundzie były wyjazdy drużyny na mecze. Chodzi tutaj o obecność zawodników i zaangażowanie. To tyle, nie będę się więcej rozgadywał, bo przed nami cała runda wiosenna i chcę aby było lepiej.


Ł.J: Czy do meczu z Gieretem Giby podchodzi Pan jakoś szczególnie?

W.M: Każdy mecz jest ważny i ja osobiście podchodzę do każdego rywala z szacunkiem. Mecz derbowy jest rzecz jasna trochę inny. Więcej emocji, adrenaliny, walki. Są też pewne podteksty, kto jest lepszy na swoim podwórku itp. Ale to dobra oznaka, typowo piłkarska. Większość piłkarzy z Gieretu znam osobiście, tak więc wiem na co ich stać, ale to samo powiedzą zawodnicy czy też trener z Gib.


Ł.J: Nie ma w klubie Pomorzanki juniorów, skąd więc brać piłkarzy do zespołu?

W.M: Faktycznie, Pomorzanka na dzień dzisiejszy nie ma drużyny juniorskiej, ale niektórzy zawodnicy z tamtej drużyny, którą prowadziłem zresztą od trampkarza młodszego, już trenują i występują w seniorach. W rundzie jesiennej było ich pięciu, teraz dochodzi dwóch, a w przyszłości będą kolejni. Na pewno napływ „młodych głodnych wilczków” jest i ja zawsze stawiałem i będę stawiać na nich. I nie chodzi tylko o to, że to są moi wychowankowie, po prostu chłopcy chcą grać, trenować i doskonalić się w swojej ulubionej dyscyplinie sportowej, jaką jest piłka nożna. Ja im tylko podpowiadam, sugeruję i rzecz jasna wymagam. Uważam, że błędem było rozwiązanie juniorskiej drużyny. Spora część z tamtych chłopaków nie trenuje, a szkoda.


Ł.J: Której z drużyn najbardziej się pan obawia, z kim lubi grać?

W.M: Byłbym chyba bardzo niepoważnym człowiekiem i trenerem, gdybym powiedział, że nie boję się żadnej drużyny. Podchodzę do tego w innych kategoriach: traktuję wszystkie ekipy z szacunkiem. Wiem na co stać moich piłkarzy i wiem co mogą oni osiągnąć w danym spotkaniu. Na pewno są drużyny wyżej od nas klasyfikowane ale to nie oznacza, że obawiam się ich i wychodząc na mecz spodziewam się przegranej. To jest piłka nożna i cytując klasyka „mecz można przegrać, wygrać albo zremisować”.


Ł.J: Jak zaczęła się pana przygoda z trenowaniem piłkarzy?

W.M: Zawsze chciałem to robić, ale brakowało mi bodźca do tego. W 2008 roku po namowach ze strony ówczesnego prezesa Tomasza Falany i wiceprezesa Marka Ślusarza podjąłem decyzję o byciu trenerem. Jeśli nie teraz, to kiedy - pomyślałem. Była to drużyna trampkarzy młodszych, głównie chłopców z rocznika 1996 i młodszych. Nie przypuszczałem, że będzie to początek mojej przygody, a zarazem i drogi trenerskiej. Z tymi chłopakami związałem się aż do roku 2012. Były to drużyny kategorii trampkarzy młodszych, później starszych, juniorów młodszych i seniorów. Z tą ostatnią jestem do dnia dzisiejszego.


Ł.J: Najprzyjemniejsza pana chwila, do tej pory, związana z trenowaniem Pomorzanki, to?

W.M: Mam nadzieję, że jest przede mną. Ale tak na poważnie, to runda jesienna sezonu 2010/2011 z trampkarzami starszymi, kiedy to byliśmy liderem grupy. Na dziewięć rozegranych meczy wygraliśmy osiem. Miłe wspomnienia. Na niwie rozgrywek seniorskich na pewno był nią mój debiut w wygranym meczu z KS Wasilków w nieprawdopodobnych okolicznościach. Do przerwy przegrywaliśmy 0:2, by wygrać ostatecznie 3:2. Do tego jeszcze mecz z w rundzie jesiennej z ŁKS Łomża wygrany przez nas 2:1.


Ł.J: W którym z piłkarzy widzi pan przyszłość sięgającą ponad ligę okręgową?

W.M: Nie chciałbym wymieniać nazwisk, aby zawodnicy nie poczuli się „gwiazdkami”. Zapewne jest kilku, którzy mają tzw. papiery do gry na wyższych szczeblach. Ale podkreślam: praca i jeszcze raz praca może sprawić, że już w niedługim czasie możemy spodziewać się debiutu któregoś z naszych zawodników w IV, III lidze a może wyżej. To już indywidualna sprawa poszczególnych piłkarzy.


Ł.J: Które miejsce w tabeli na koniec sezonu pana usatysfakcjonuje?

W.M: Przed rozpoczęciem sezonu 2012/2013 zakładałem miejsce w pierwszej ósemce. Przy odrobinie szczęścia po rundzie jesiennej moglibyśmy być w pierwszej czwórce. Tak więc myślę, że miejsce 4-6 w pełni oddałoby możliwości drużyny, choć nieskromnie powiem, że apetyt drużyny, a zwłaszcza mój jest dużo większy.


Ł.J: Czego Pan sobie życzy w tej rundzie wiosennej?

W.M: Zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Zawodnikom braku kontuzji i głupich kartek a także satysfakcji z gry i aby po meczu mogli z pełną odpowiedzialnością powiedzieć „dałem z siebie wszystko”. Na pewno chciałbym, aby nasza gra była zwycięska, bo wynik kształtuje atmosferę w drużynie, wpływa bardzo mocno na jej morale. Na koniec apel do wszystkich ludzi, którzy dobrze życzą SKS Pomorzanka Sejny: bądźcie zawsze z drużyną, nieważne, czy wygrywa czy też doznaje porażki. Przychodźcie i kibicujcie nam, bo przecież gramy dla was. Mecze przy garstce kibiców nie są i nie będą miłym elementem gry. Ja ze swej strony dołożę wszystkich starań, aby nazwa SKS Pomorzanka Sejny nie była tylko pustym hasłem, ale była dumnie wymieniana przez mieszkańców Sejn i powiatu sejneńskiego, a także aby była rozpoznawalna w naszym województwie czy też kraju.


Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Łukasz Jasionowski



fot. M.Karpowicz


KOMENTARZE


www.stronki.pl stat4u