Reklama

Gdy Sejny słynęły z... grzybów

25/12/2020 12:03

Niejeden z nas zaczynał wczoraj wigilijną ucztę od barszczu z uszkami z nadzieniem z grzybów, albo wręcz grzybową zupą. Ale kto dziś pamięta, że kilkaset lat wstecz Sejny były grzybową potęgą?

Prócz przeżyć duchowych Boże Narodzenie kojarzymy też z suto zastawionym stołem. To dobry moment, aby zastanowić się, co spośród produktów spożywczych i gdzie nabywali nasi przodkowie, a także jak świętowali.

Jeszcze w XIX stuleciu życie handlowe w Sejnach kręciło się wokół odbywających się w centrum miasta jarmarków, a te były ściśle połączone z uroczystościami odpustowymi. Jak podaje wydawany od 1880 roku "Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich", na samym początku XIX wieku letnie odpusty kościelne gromadziły w Sejnach nawet 30 tys. pielgrzymów!

Reklama

- Odpusty te ściągały licznych kupców tak, że wytwarzał się ożywiony jarmark - podaje "Słownik".

We wcześniejszych wiekach, w trakcie takiego odpustu świętowano i to jak jeszcze. Na lipcowych obchodach na Matkę Boską Szkaplerzną do Sejn zjeżdżała szlachta i na tę okazję dominikanie wyjednywali specjalne papieskie błogosławieństwo. W klasztorze zamożniejsi goście podejmowani byli obiadem (w sumie na 150 osób), na korytarzach poczęstunek czekał mniej możnych, ale nadal wysoko urodzonych. Przy kolacji wydawanej w ogrodzie przyklasztornym nie brakowało nawet fajerwerków i strzałów z moździerzy, a z czterech wież klasztoru odgrywany był na cześć Matki Boskiej Sejneńskiej hejnał.

Reklama

Tymczasem zaś na rynku w centrum Sejn handlowano wszystkim, szczególnie zaś słynne były kożuchy oraz wianki suszonych grzybów z okolicznych lasów. Nasze miasto stało się takim potentatem w tej dziedzinie, że kiedy całkowicie podupadło po przeniesieniu stąd najznamienitszych w tej części Rzeczpospolitej szkół i po wielkim pożarze w 1818 roku, to właśnie dary lasu ściągały jeszcze do nas możnych z dalekich stron. Włościanie wymieniali się już tylko między sobą tym, co sami wytworzyli w swoich gospodarstwach.

- (...) oprócz grzybów suszonych, dla nabycia których wyższa klassa społeczeństwa tu przybywa, inne przedmioty stanowią wzajemną zamianę produktów wiejskich pomiędzy kolonistami i włościanami - stwierdza Aleksander Połujański w wydanej w 1859 roku książce "Wędrówki po guberni augustowskiej w celu naukowym odbyte".

Reklama

Fot. arch.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    sprawiedliwy - niezalogowany 2020-12-25 15:24:22

    Tutejsi włościanie suszonemi borowiki płacili przebiegłym klechom za wyzwolenie z czyśća dusz cierpiących swoich ojców i dziadów. Dzisiaj plebankowie gardzą grzybkami, liczy się złoto, euro i dolary

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Strażnik - niezalogowany 2020-12-27 17:46:59

    Prawda i tylko prawda Panie Sprawiedliwy Ja tam od lat do kościoła nie chodzę. Modlę się. Wyślę co raz przekaz czy na dom dziecka czy chorym dzieciom. A tym złodziejom ani grosza. I w dupie mam czy jak zdechnę po chowają mnie czy wywalą w bagno. Dzieci wychowałem na mądrych i dobrych ludzi a klechy pierdole głęboko. Na starość mogą mnie w dupę pocałować

    • Zgłoś wpis
  • Jagna de Domo - niezalogowany 2021-01-01 09:24:57

    I ziemnia, cny panie, ziemnia i nieruchomości. Gdyby było inaczej, już dawno parafia spuściłaby mały kościółek suwalskiej wspólnocie ewangielickiej, co rączo hasa, a biedne pacholęta do siebie przyhołubia, bawi je, wychowuje a karmi. Ale po co grunt z zabudowaniami z rąk wypuszczać, konkurentów w mieście znosić? Lepiej niech zbutwieje i się zapadnie w ziemnię.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo sejny.net




Reklama